Kaziuk jest udany, jak dopisze pogoda. Dzisiaj dopisuje to i jarmark jest super. Mamy prawie 120 twórców ludowych i wystawców komercyjnych, mamy zespoły ludowe i chór Canto. Suwalski Kaziuk łączy przeżycia duchowe, związane z udziałem na mszy świętej i kulinarno-artystyczne na kiermaszu.
Na sąsiadującej z kościołem ulicy Patli, ale też na ul. Witosa i przykościelnym parkingu swoje stragany i stoiska ustawiło prawie 120 handlowców z Polski, Litwy, Białorusi i Łotwy. Góral z Zakopanego „za dudki” oferował w Suwałkach nie tylko oscypki, ale i ... kiełbasę (nie mylić z wyborczą, bowiem w niedzielę w Suwałkach odbywały się wybory uzupełniające do Senatu).
Kupić można było wszystko: nalewki, wędliny, sery, chleb, ciasta, lizaki, baloniki na druciku, cukrową watę i z piernika chatę. Nie, chaty z piernika nie było w sprzedaży. Były za to wileńskie palmy, pisanki, drewniane jaja. Swoje stoiska mieli harcerze, a także stowarzyszenia osób niepełnosprawnych. Duże zainteresowanie wzbudzali fotograf z początku XX wieku i zespół „Raczkowiacy”. Kolejka, dłuższa niż po mięso w PRL-u ustawiła się po grochówkę oferowaną przez suwalską firmę GAMS. Aż trudno uwierzyć, ale 1.500 porcji rozdano w nieco ponad dwie godziny.
- Jarmark super, grochówka pierwsza klasa, jak domowa i tylko szkoda, że następny Kaziuk dopiero za rok – podsumowała niedzielny „jarmark odpustowy w nowomiejskich realiach” jedna z suwalczanek.
Kaziukowy jarmark owszem za rok, ale wcześniej, bo w lipcu, będzie Akcja „Krzyś” połączona z odpustem św. Krzysztofa, patrona kierowców i jarmarkiem.